137. Będzin, IX FMC "Zamek" ( 27 sieprnia 2011 )
136. Kutno, "Odyseja Historyczna" ( 23 lipca 2011 )
135. Warszawa,Święto muzyki celtyckiej ( 2 lipca 2011 )
134. Kalisz, Pub "Beka" ( 3 czerwca 2011 )
133. Środa Wielkopolska, Ośrodek Kultury ( 2 czerwca 2011 )
132. Łódź, Łódzki Dom Kultury, "Kubryk" ( 20 maja 2011 )
131. Sosnowiec, Ceili w Miejskim Klubie im. Jana Kiepury ( 19 marca 2011 )
129. Chorzów, Pub "Gniazdo Piratów" ( 17 marca 2011 )
128. Jastrzębie Zdrój, Miejska Biblioteka Publiczna ( 17 marca 2011 )
Pierwszy koncert w nowym, czteroosobowym składzie!
125. Opole, XVI Festyn Fundacji "Dom" ( 13 czerwca 2010 )
124. Łódź, Łódzkie Spotkania z Piosenką Żeglarską - KUBRYK ( 14 maja 2010 )
121. Gliwice, "Club Magnes " ( 18 marca 2010 )
120. Wrocław, Mleczarnia ( 17 marca 2010 )
118. Warszawa, St Patrick’s Family Day event ( 12 marca 2010 )
Pierwszy koncert patrykowy za nami! Z uciechą ponownie zawitaliśmy w Brogansowe progi. Dziękujemy wszystkim za przybycie, w szczególności Goldfinch'om - Kubie za on-stage low whistlowy - Waldkowi za świeżo wyprodukowane próbki whistlowe - mam nadzieję iż zdążyliście na ostatni trolejbus :D
Również wielkie podzięki dla Szymona, za - tradycyjne już - dokarmianie zespołu irlandzkimi scones'ami :)
Rorian
Pierwszy koncert z naszym nowym 'nabytkiem strunowym' - Wiktorem! Niestety impreza zamknięta, więc tym razem dane było posłuchać tylko nielicznym!
113. Opole, Pub "Radiowa" ( 28 listopada 2009 )
Cudnie zagrana, miła sessyjka:)
111. Bielsko Biała, Piwnica Zamkowa ( 20 listopada 2009 )
110. Katowice, City Pub ( 19 listopada 2009 )
109. Polanica Zdrój, Jarmark średniowieczny ( 18 września 2009
108. Opole, koncert na rynku ( 6 września 2009 )
107. Przemyśl ( 30 sierpnia 2009 )
106. Wieliszew, Szanty nad Zalewem ( 22 sierpnia 2009 )
105. Nysa, Bastion Św. Jadwigi ( 15 sierpnia 2009 )
102. Jastrzębie Zdrój, Festyn Strażacki ( 19 czerwca 2009 )
101. Katowice, City Pub ( 2 czerwca 2009 )
100. Warszawa - Artbem Celtic Music Festiwal ( 23 maja 2009 )
Kontakt z artystami z "daleka" pozwolił nam poznać, początki muzyki transowej:) Nie wiedzieliśmy, ze tak wspaniale może brzmieć śpiew gardłowy.
wow, ale sie działo.., tancerze dopingowali nas znakomicie..cała sala spiewa z nami:)
Zebrani ludziska sprawili, że gliwicki 3M na ten jeden wieczór przekształcił się w irlandzki pub. Nie zabrakło też dostojnego jubilata - Koyota - który po latach powrócił do miejsca swych narodzin :)
Impreza pod znakiem zieleni. I znowu jedna z naszych najmłodszych znajomych zaskoczyła nas swoją obecnością. Zuzia dała prawdziwy popis! Taneczne wrażenia spotęgowały jeszcze dziewczyny z Glendalough, które dodatkowo zechciały podzielić się swą wiedzą tajemną z zebraną publicznością.
Samego Św. Patryka spędziliśmy w kameralnej atmosferze, w której mogliśmy spokojnie wygrać wszystkie nasze dźwięki. Bardzo sympatyczny wieczorek, bez pośpiechu, gonitwy i walki z hałasem :)
Wspólnie z Bobem Balesem i duetem Celtic Senses postanowiliśmy wprowadzić trochę irlandzkiego klimatu w szacowne mury GTM. I udało się, oj udało! Było wspaniale! Oby więcej takich wieczorów.
Okazuje się, że nawet w środku marca plenerowe imprezy mogą się sprawdzić. Pomimo temperatury zadbaliśmy o to, żeby zebranym pod sceną zimno nie było ;) Dzięki za zaproszenie.
Bardzo klimatyczne wnętrze i jeszcze do tego załapaliśmy się na urodzinowy tort ;) To się nazywa wyczucie! Jeszcze raz stooo laaat stooo laaat!
Konwent fantastyki, czyli fantastyczna impreza. Gorące przyjęcie i hulanki, że hej! Żubr stał sie naszym ulubionym zwierzątkiem domowym :)
No i wreszcie Katowice, po długiej przerwie! Wnętrzu katowickiego City pubu pubowości nie sposób odmowić, ale zebrani ludziska i licznie przybyli tancerze sprawili, że zrobiło się naprawdę irlandzko! Dzięki za przybycie i do następnego!
Przesympatyczny wieczór w towarzystwie p. Krzysztofa Millera i Pauline Byrne, która oprócz taletów plastycznych zademonstrowała również umiejętności wokalne. Zupełnie niespodziewanie dla nas objawił się taneczny talent naszej nowej zespołowej znajomej - Zuzi. Kto nie był, niech żałuje, albo zerknie jak było. Od obrzejrzenia pod adresem: http://www.youtube.com/watch?v=GmopfYn28rI
Nasz skromny wkład w ideę Jurka Owsiaka. Oby się kulało do końca świata i jeden dzień dłużej!
UFF..To była impreza zamknięta! Ale czego tam nie było...
85. Pyskowice, Gospoda 6 ( 15 listopada 2008 )
84. Poznań, Brogan's Pub ( 14 listopada 2008 )
To była niezapomniana "noc duchów":)
82. Będzin, VI Festiwal Muzyki Celtyckiej "Zamek" ( 30 sierpnia 2008 )
Bardzo ładne miasto..., miła atmosfera i rzesze wojów, których serdecznie pozdrawiamy:)
Pierwszy oficjalny, boysband'owy koncert DUANitos, w towarzystwie Carrantuohilla, dawno niewidzanego Boba Balesa i duetu Celtic Senses. Bliskość browaru sprawiła, że nie mogło sie nie udać.
Z pewną taką niesmiałością reprezentowaliśmy irlandzką tradycję, w otoczeniu tak silnej reprezentacji folkloru lokalnego, wspomaganego zespołem z Podhala. Ale, jak zawsze ze wsparciem Glendalough, wszystko się ładnie obroniło :) Był to niestety pożeganlny koncert naszej Iwetki, która odtąd postanowiła wspomagać nas z drugiej strony sceny.
Graliśmy równolegle - my swoje, a nasza drużyna narodowa z reprezentacją Niemiec. My wygraliśmy :)
Z okazji majówki wystąpiliśmy w muszli koncertowej w legnickim Parku Miejskim. Serrdeczne pozdrowienia dla naszych scenicznych poprzedników - rewelacyjnego Balkan Sevdah!
W ramach Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Etnicznej mieliśmy honor reprezentować barwy zielono-biało-pomarańczowe. Przy okazji odkryliśmy rewelacyjne miejsce na irlandzkie sesyjki w Warszawie - "Pod Baryłką" na Mariensztacie. Warunki w piwnicy wręcz idealne!
Nasz pierwszy koncert o tak wczesnej porze, rzec by można - o poranku. Publiczność zgromadzona w ramach tegorocznego Festiwalu Beltine wykazała niesamowity hart ducha i ciała. Nie dość, że wytrzymała całonocny maraton koncertowy, to i nad ranem nie brakowało animuszu. Wyrazy podziwu i głęboki pokłon z naszej strony!
Nasz pierwszy koncert w kościele! Chłodne mury - gorące przyjęcie. Jako, że zapowiedzi padały sprzed ołtarza, musieliśmy dwa razy zastanowić się, zanim cokolwiek powiedzieliśmy. Polecamy relację na http://www.sycow.pl/pl/2451/3113/Celtyckie_fascynacje_muzyczne.html
Kameralny, przyjemny koncert w zacisznym Józefowie. Dzięki za zaproszenie a przedstawicielkom Setanty za wspomaganie taneczne!
Impreza właściwa - patrykowe obchody w miejscu, w którym zadebiutowaliśmy trzy lata wcześniej. Jubileusz podwójny, z udziałem specjalnego gościa!
Tyski przedsmak obchodów Św.Patryka w towarzystwie zespołu Comhlan.
Kolejna wizyta w gościnnym Brogansie :)
Koncert pod hasłem "Muzyczna podróż po brytyjskich portach" wspolnie z zespołem North Wind, którego serdecznie z tego miejsca pozdrawiamy i dziękując za towarzystwo i klimatyczną płytkę!
Kolejny koncert w gościnnym Brogansie. Powoli zaczynamy tam trafiać z zamkniętymi oczami :)
Pięknie dziękujemy wszystkuim zebranym za przybycie, a w szczególności: - Ewie, za jej wspaniałe niespodzianki i prezenty. Jednym z nich właśnie wznosimy Twoje zdrowie, wspominając wspaniały tort, który mieli okazję docenić wszyscy, łącznie z Ellorienkami! Podziękowania również za Guinnessowy zestaw pierwszej pomocy! - Koyotowi, któremu żadne kilometry niestraszne - Ellorienkom, za wspólne Łykendowanie i za - jak zwykle świetne - warsztaty taneczne. - wszystkim zebranym + znajomkom z dawnych lat za przybycie i wspaniałą atmosferę. Trzydziestolecie istnienia Witka zostało uczczone jak należy!
Zagraliśy podczas oficjalnej premiery gry komputerowej "Wiedźmin". Polecamy sprawozdanie naszego słuchacza - Sephiratha http://ja.gram.pl/blog_wpis.asp?id=274339&n=200
Toruń, piękny Toruń. To miasto ma w sobie coś, co każe do niego wracać. Wspaniałą starówkę, ogromne przestrzenie nad Wisłą i rewelacyjną atmosferę na koncertach :) Po części oficjalnej miała miejsce dłuuga sesyjka z zaprzyjaźnionymi zespołami, która wspomagana ogniskiem, przeciągnęła się do wczesnych godzin rannych. Dzięki jeszcze raz za zaproszenie, wspaniałe towarzystwo i opiekę do białego rana! Do zobaczenia! Może za rok?
Podczas drugiego dnia irlandzkiego weekendu, wspólnie z Dorotą Czajkowską staraliśmy się zazielenić wnętrze CH "Ogrody". Okazało się to jak najbardziej wykonalne i, z pomocą rewelacyjnego akustyka, niezwykle udane. Przemiła, błyskawicznie zbierająca się publiczność, znajome twarze i dzieci, które z właściwym sobie wdziękiem dawały z siebie wszystko - wszystko to sprawiło, że koncert ten wspominamy niezywkle ciepło.
Nasz drugi koncert w ramach imprezy z cyklu "Gliwice nadają ton". Nieco obawaliśmy się wejścia bezpośrednio po reprezentującej tzw. "mocne uderzenie" grupy Afront, ale - jak się okazało - niepotrzebnie, bo publiczność doskonale zorientowana w irlandzkich klimatach w krótkim czasie opanowała miejsce kilka minut wcześniej zdominowane przez zwolenników Pogo. Jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie, opiekę i zakwaterowanie w przemiłym miejscu. Oby tak nadany ton wybrzmiewał jak najdłużej :)
I tym razem, choć pogoda obeszła się z nami łagodniej, również pojawiliśy się na scenie we wnętrzu Domu Zdrojowego. Zapraszamy do lektury relacji portalu JasNet: http://www.jasnet.pl/wydarzenia/wydarzenia.php?id_wyd=5987
Dowspuda to rzeczywiście Festiwal przez duże "F" - wspaniały i jedyny w swoim rodzaju. Choć inne zobowiązania pozwoliły nam pojawić się dopiero w ostatnim dniu, to i tak wróciliśmy zachwyceni. Atmosfera tam jest nie do opisania, publiczność wspaniała, organizacja doskonała, a końcowa sesja! ufff... aż trudno opisać. Kto był, ten wie. Wielkie ukłony od nas dla organizatorów, wspaniałej publiczności i wszelkich znajomych, z którymi mieliśmy przyjemność się spotkać i pograć sobie do białego rana. Szczególne podziękowania dla Pana Akustyka i jego wspólpracowników, których nagłośnienie w niedzielę było po prostu dziełem sztuki! Do zobaczenia za rok!
Nasz pierwszy koncert w ramach imprezy z cyklu "Gliwice nadają ton". Mamy nadzieję, że choć trochę przekonaliśmy mieszkańców Elbląga do klimatów irlandzkich, występujących z pewnym nasilieniem w naszych okolicach :) Ogromne brawa dla Chóru Akademickiego Politechniki Śląskiej, w którym oprócz oczywistych talentów wokalnych, nie brak równie uzdolnionych tancerzy!
Choć na samym początku pogoda nas nie rozpieszczała, okazało się, że mieszkańcy stolicy i okolic to twardy naród, którym nie straszne przeciwności i mimo gwałtownej burzy, która rozpętała sie tuż przed startem, ogromnt amfiteatr na Woli nie swiecił pustkami. Impreza naprawdę bardzo udana. Pomimo wielkości obiektu wytworzył się taki przyjemny rodzinno-piknikowy klimat. Dziękujemy za zaproszenie i serrrdecznie pozdrawiamy nowo poznanych znajomków!
Festyn charytatywny "Ochronka" ma w Mysłowicach wieloletnie tradycje. W tym roku reaktywowany po dłuższej przerwie odbył się znowu na Bończyku - długo by wymieniać różnorodne atrakcje, zapewniane przez organizatorów. Cieszymy się, że mogliśmy mieć w tym swój udział. Jedno zapamiętamy na pewno - granie podczas pokazu sztucznych ogni było dla nas dodatkową atrakcją i nie lada wyzwaniem! :)
Po plenerowej rozgrzewce w Gdyni przyszedł czas na granie pubowe. Plaża Piratów okazała się miejscem niezwykle gościnnym, położonym tak pięknie, że musieliśmy pilnować się, żeby widoki za oknem zbytnio nas nie rozpraszały. Ech, morze... I tu po raz kolejny przekonaliśmy się, że tubylcy bawić się lubią i potrafią! Elphinki widać nie miały nas jeszcze dość, bo przyszły i znalazły siły na trzeci, choć już nieoficjalny pokaz. Rewelacyjna atmosfera, piękne wspomnienia, wrócimy na pewno!
Wizyta okrętu L.E. Aisling, który przybił do Gdyni, stała się pretekstem do naszego debiutu w Trójmieście. Wspólnie z zespołem Elphin staraliśmy się udowodnić, że i u nas w Polsce można bawić się jak najbardziej po irlandzku. Szczególnym hartem ducha wykazali się słuchacze. Nie zrażeni diametralnie i wielokrotnie zmieniającą się pogodą pozostali na swoich posterunkach do końca. Szczególnie gorące pozdrowienia dla nich, a także dla Krzysia z Towarzystwa Polsko-Irlandzkiego, dzięki któremu mieliśmy ten zaszczyt.
Zanim jeszcze zaczęliśmy los zesłał nam prawdziwe oberwanie chmury, które skutecznie zniechęciło nas do grania w plenerze. Powodzenie przedsięwzięcia wisiało na włosku, ale nie złożyliśmy broni i przenieśliśmy się do wnętrza szkoły, gdzie udał się przesympatyczny koncert Unplugged. Brawa dla Glendalough, którzy pomimo niesprzyjających warunków (kamienna podłoga) dopełnili całości! Nie tylko zatańczyli, ale i ludzi tańczyć po irlandzku nauczyli!
Czuliśmy się jak na rodzinnym pikniku, w przemiłej, luźnej atmosferze. Tym milej nam, że sprawdziliśmy się jako zespół, który nawet najmłodsze dzieci lubią, a te - jak wiadomo - są najbardziej krytyczną publicznością.
No i zderzyło się! Wieczór pełen niespodzianek, moznaby powiedzieć :) Wyrazy uznania dla wspaniałych tancerzy ze wszystkich grup wiekowych, którzy pomimo późnej pory i zmęczenia dali przykład jak pokonać maratoński dystans z uśmiechem na twarzy. Dziękujemy również wszystkim znajomym, którzy dzielnie wytrwali do końca!
Bardzo udany koncert w niesamowicie klimatycznym miejscu i doborowym towarzystwie! Wspomagani przez Martę z Ellorienek zazieleniliśmy nieco wnętrze tego na co dzień jazzowego klubu. Jesteśmy pewni, że granie dla tak uważnej i wdzięcznej publiczności jest marzeniem każdego zespołu! Dodatkowo specjalne podziękowania dla Kasi Szymczak z zespołu Manikut, której solowy popis zwieńczył ten niesamowity wieczór!
Inauguracja działalności Warszawskiego Oddziału Towarzystwa Polsko-Irlandzkiego. Cieszymy się, ze mogliśmy wziąć udział w tak ważnym wydarzeniu, szczególnie w tak doborowym towarzystwie - Setanta i Marta ze szkoły ISTA zapewniły zabawę taneczną, a nasz niespodziewany gość - Irlandczyk - ubarwił dodatkowo nasz występ swoimi opowieściami. Dziękujemy za zaproszenie i wsparcie na miejscu. Oby nasza współpraca z TPI układała się zawsze co najmniej tak dobrze!
Na jubileuszowy koncert, jak synowie i córka marnotrawna, po roku znowu zawitaliśmy w progi gościnnej BeKi. Przypowieści i tradycji stało się zadość! Znów gorące przyjęcie, konkursy, imprezy i, na pamiątkę, masa zdjęć, które można podziwiać w galerii na stronie www.pubbeka.pl Szczególne podziękowania dla jak zawsze gościnnej załogi BeKi i podwójne "łubu-dubu" dla Leszka z TP-I, który swoim zwyczajem zadbał, żeby i poza sceną wszystko "grało i bucało" (bo jak na scenie "bucy", to nie lubimy)
Cóż tam się nie działo! Brogansowej publiczności było dosłownie po sam sufit. Tłoczno było do tego stopnia, że dźwięk nie wychodził z sali - jak się tam wszyscy pomieścili i jeszcze tańczyć dali radę - pozostanie to dla nas zagadką. Zaczęliśmy po zaproszonych irlandzkich gościach, a potem nawet do spółki z jednym z nich - przesympatycznym flecistą Martinem Gaffney'em, który nie wahał się wskoczyć na scenę i wraz z Duanitos wycinać reele, aż się kurzyło :) Jak to bywa przy okazji rasowego Św.Patryka, większość z nas zakończyła imprezę wcześnie - gdzieś nad ranem ;)
Niespodzianka - mieliśmy okazję być świadkami pierwszego koncertu lokalnej formacji "Ceol agus Craic"! Zagraliśmy więc swoje, po czym przeszliśmy do kibicowania debiutującym koleżankom i kolegom po fachu. Życzymy Wam wszystkiego dobrego i zawsze co najmniej taaakiej publiczności! PS. Olsztyn również zaprawdę piękną starówkę ma, ament!
Spokojny , kameralny koncert w miejscu, w którym dwa lata wcześniej debiutowaliśmy. Czyba powoli zaczniemy się tam przeprowadzać ;)
Koncert, który - jak się nam początkowo zdawało - upłynie w atmosferze siedzącej przerodził się w prawdziwe ceili - pod koniec przybierające cechy walki o przestrzeń życiową pomiędzy przedstawicielami frakcji krzesełkowej a zwolennikami opcji tańczącej :) Szczęśliwie do żadnych rękoczynów nie doszło i udało się pogodzić sprzeczne interesy obu grup, w tym jednej prawdziwie wilczej watahy :) Reportaż z pola walki do podejrzenia na www.tck.pl
Nastrojowy pub na urokliwej lubelskiej starówce, przesympatyczni przedstawiciele lokalnego oddziału TP-I, publiczność, która zwabiona dźwiękami zeszła się z okolicy do już i tak zapełnionej do granic możliwości sali, do tego wokalna solówka irlandzkiego gościa - czy trzeba coś więcej dodawać? trzeba! - do powtórki
Mówiąc krótko i zwięźle, atmosfera była przegenialna, nie brakowałao także indycentów! Jak niełomni byli słuchacze może świadczyć fakt, że nawet pan znokautowany popielniczką (moze namawiał swojego pogromcę do rzucenia palenia) nie zraził się chwilową przerwą w życiorysie i juz po paru minutach wrócił i bawił się jak gdyby nigdy nic. To był naprawdę super wieczór! Tancerzami obrodziło, że hoho - w tym szkotami pełną gębą, tańczącymi highlandy! Kto nie był, niech żałuje!
impreza zamknięta dla GE Money Bank
Koleny już koncert w jedynej gliwickiej przystani folkowo-szantowej. Wieczór pełen niespodzianek. Pięknie dziękujemy wsjem przybyłym za świetną zabawę, w szczególności wszystkim duchom, dawno nie widzianym znajomkom i niezmordowanym przedstawicielom baletu
Kolejny koncert w starym, sprawdzonym miejscu, tym razem w kontekście Halloweenowym, dzięki któremu nauczyliśmy się o tej okazji więcej niż się spodziewaliśmy. Jak się okazuje święto to można uznać za nawet bardziej irlandzkie niż dzień Św. Patryka.
Z okazji koncertu zebrało się w Zapiecku prawdziwie międzygalaktyczne towarzycho, dla którego absolutnie każdy kawałek nadawał się do tańca. Tak się bawi kto??? GEOGRAFIAAAA!! Jeszcze raz wielkie dzięki za wspaniałą wspólną zabawę dla "Geofilów" i specjalne podziękowania dla Maćka - akustyka, dzięki któremu granie na scenie potrafi być prawdziwą przyjemnością.
Nasz stołeczny, pełnometrażowy debiut będziemy wspominac podwójnie miło! Dzięki wszystkim za przybycie i wsparcie paszczowo-taneczno-duchowe! Bardzo się cieszymy, że na naszych koncertach pojawiają się znajomi z innych zespołów, ale tym razem reprezentacja była wyjątkowo silna. Jesteście żywym dowodem na to, że liczy się przede wsyzstkim muzyka i dobra zabawa!!
Po raz drugi zawitaliśmy do poznańskiego Brogansa, tym razem pełnym składem. I tym razem świetnie się nam grało. Pomimo ogromnego zmęczenia dzięki genialnej atmosferze wykrzesaliśmy z siebie wszystkie zapasy sił. Jeszcze raz bardzo dziękujemy za liczne przybycie i miłą atmosferę. Szczególne ukłony od Duanitos dla Danarinhos!!! którzy, nie dość, że przyszli, to jeszcze wspomogli pokoncertowe zajścia sesyjne. Specjalne wyrazy uznania dla reprezentantki Szczecina! My też wróciliśmy do domu nad ranem, snu niewiele, ale co tam... WARTO BYŁO!!! Szefostwu Brogansa też się podobało, więc cieszymy się podwójnie. Na pewno do zobaczyska!
Po raz kolejny w towarzystwie tancerek z zespołu Ellorien zdobywaliśmy Wrocław, tym razem szturm przypuściliśmy w okolicach miejskiej fosy. Jeszcze raz potrójne Hip Hip Hurraa dla Ellorienek, za ich ogromny wkład w atmosferę piątkowego grania. Inne podziękowania, które chcielibyśmy powtórzyć - dla: - Obsługi Baru, z Anitą na czele, za Waszą gościnność, która sprawiła, ze czuliśmy się tam, jak starzy bywalcy - Ewie, za miły gest. - Koyotowi, który po raz kolejny udowodnił, że odległość nie ma większego znaczenia, jak się chce to się da. Dzięki!! - Wszystkich Przybyłych, za mile spędzony wspólny wieczór i wyrozumiałość konferansjerki Witka :)
Po raz kolejny w towarzystwie tancerek z zespołu Ellorien zdobywaliśmy Wrocław, tym razem szturm przypuściliśmy w okolicach miejskiej fosy. Jeszcze raz potrójne Hip Hip Hurraa dla Ellorienek, za ich ogromny wkład w atmosferę piątkowego grania. Inne podziękowania, które chcielibyśmy powtórzyć - dla: - Obsługi Baru, z Anitą na czele, za Waszą gościnność, która sprawiła, ze czuliśmy się tam, jak starzy bywalcy - Ewie, za miły gest. - Koyotowi, który po raz kolejny udowodnił, że odległość nie ma większego znaczenia, jak się chce to się da. Dzięki!! - Wszystkich Przybyłych, za mile spędzony wspólny wieczór i wyrozumiałość konferansjerki Witka :)
Nasz pierwszy koncert w gliwickiej Latarni. Świetnie było słychać, więc grało się bardzo przyjemnie, w niemalże rodzinnej atmosferze. Jeszcze raz chcielibyśmy wyrazić wdzięczność naszym gwiazdom, czyli gościnnie występującemu zespołowi tanecznemu "Glendalough" z Katowic, który swoim tańcem dopełnił dzieła. Nasza muzyka grana do tańca zawsze zyskuje zupełnie inny wymiar. Dzię-kuu-jee-myy!!
Festiwalu w Będzinie chyba nikomu już nie trzeba przedstawiać i reklamować. Zamaszysta impreza, trzy dni i noce tańca i muzyki, niemalże na okrągło, jak nie na scenie to spontanicznie w najróżniejszych miejscach. I w tym roku mieliśmy zaszczyt wystąpić na dużej scenie przed publicznością tak wspaniałą, że mamy ochotę wozić ją ze sobą na każdy koncert. Wspaniale było, co tu dużo mówić. Organizatorom jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie, naszej publiczności za bycie najwspanialszą publicznością na świecie, znajomym muzykom za niezapomniane wspólne sesje do późnej nocy i nieocenionym znajomym fotografom, dzięki którym możemy tę wspaniałą imprezę przeżyć raz jeszcze! Trzymamy kciuki za Będzin w Będzinie i w przyszłym roku!!
Irlandzka pogoda i tym razem nie zawiodła. Po raz kolejny zamiast pleneru - wnętrze domu zdrojowego. Byliśmy naprawdę pod wrażeniem punktualności publiczności, która zapełniła salę dosłownie w parę minut. Dzięki za przychylne komentarze, miło usłyszeć, że jest się zespołem "ciarkotwórczym". Do zobaczenia następnym razem!
Krótko mówiąc, fajnie się grało i pogoda się nawet udała, choć burza wisiała na włosku... Pewnym zaskoczeniem dla nas był fakt, że graliśmy przed Blue Cafe! ciekawe doświadczenie (ależ oni mają sprzętu ;)
Zamaszysta impreza w urokliwym miejscu nad samą Wisłą, na skraju starego miasta - ech, piękny ten Toruń. Granie w doborowej kompanii muzyczno-tanecznej dopełnione energiczną sesyjką w najdziwniejszym chyba miejscu, w jakim zdarzyło nam się grać - w samym sercu ogromniastej dyskoteki strzeżonej przez armię ochroniarzy, najeżonej bramkami do wykrywania metalu, fikuśmym wyposażeniem, kolorowymi alkoholami, światłami i imponującym nagłośnieniem. Wraz z podobnymi nam zapaleńcami zdołaliśmy utrzymać nasz przyczółek przez jakieś dwie godziny, zanim DJ oznajmił koniec "irlandzkiej potańcówki" Cóż... i tak niezły wynik! Wszystkim pięknie dziękujemy za wspaniałą ceili-sesję, oraz późniejsze wspólne nocne wojaże po piernikowym grodzie. Jeszcze raz dziękujemy za zaproszenie i trzymamy za słowo, do zobaczenia za rok! :))
Kolejny powrót do korzeni DUANowych. Dzięki gościnności szefostwa Piwnicy już po raz trzeci narobiliśmy trochę hałasu w zwykle spokojnej i zacisznej dzielnicy zdrojowej. Mieszkańcy chyba nie mieli nam za złe, bo zabawa była przednia! A co się tam a bisach nie działo... tańce synchroniczne w rządku, duan-kankan po prostu! Szczególne ukłony w stronę obiecującej blond solistki o najdłuższych włosach świata łudząco podobnej do naszego Tomka...
Cóż nowego można napisać o "Starym Porcie", kiedy tam wszystko tak bardzo po staremu? Genialna atmosfera, tańce na stołach, pokoncertowa sesyjka. Z przyjemnością, oprócz wielu nowych twarzy, zauważamy na naszych staroportowych koncertach poszerzającą się grupę starych, dobrych znajomych (sorry za tych "starych", tak naprawdę to młodziki same, duchem szczególnie). Granie "jak u mamy", jednym słowem :))
Tym razem, dla odmiany, koncert z widokiem na Gospodę 6 z zewnątrz ;) Pomimo późnej pory udało się nam znaleźć na Pyskowickim rynku paru tancerzy, w tym solistów w strojach "z epoki"
Swego rodzaju "poprawiny" po trasie Patrykowej w tym sympatycznym miejscu, nie tak daleko od nas. Kameralnie, ale i gorrąco! Tańce były, a jakże, a nawet wywiad, który można podejrzeć pod adresem: http://scena.biz/articles.php?id=92 "Irlandzkie Świry" - podoba nam się, takiej wersji będziemy się trzymać :))
Na zakończenie trasy Patrykowej kolejny koncert instrumentalny. W nieco osłabionym składzie, po dłuugiej podróży, ale daliśmy z siebie wszystko! Nieco trudniej było wchodzić na scenę po raz drugi, po mega widowisku "Feet of Flames", ale podszyliśmy się pod kapelę podgrywającą do show, więc nasz image (przynajmniej teoretycznie) uległ polepszeniu. Dobrze się grało dla publiczności, która słucha. Dzięki tej kameralnej, cichej atmosferze mogliśmy zagrać nieco finezyjniej, gdzie trzeba trochę spokojniej, pobawić się utworami, aranżacjami, barwą, dynamiką. Wszystko było pięknie słychać. Specjalne pozdrowienia dla delegacji GreenWood. Miło było Was poznać!
I tu nie zabrakło tancerzy, okazji specjalnych i konkursów, którymi jak z rękawa sypali Gospodarze. Jak wbić gwóźdź drugą stroną młotka, jak nietypowe prośby kierowane są do Św.Patryka? Kto był, ten wie Jak zapowiadaliśmy, udało nam się połączyć z Koyotem, dla którego przeprowadziliśmy bezpośrednią transmisję specjalną wprost ze stolika. Dzięki, Gospodarze! Dzięki, Załogo! Dzięki, Ludziska, którzy przyszli, zostali do samego końca (i pewnie dzień dłużej) Szczególne brawa dla niezmordowanych tancerzy, którzy solo i w parach pokazali na co ich stać.
To był dopiero huczny Św. Patryk! Osobiście i całą odpowiedzialnością twierdzę /Witek/, że miejsce to ma klimat nie ustępujący w niczym temu w krakowskim "Starym Porcie", przewspaniałą publiczność i przemiłą załogę, która otoczyłą nas wręcz domową opieką, za którą baaardzo baardzo dziękujemy! Kto nie wie jak na 2 metrach kwadratowych zmieścić 15 tańczących osób, niech się przejdzie do Pubu BeKa na lekcję poglądową. Co za publika!!!! Niesamowita! Czysty Żywioł, huragan i tsunami )) Wieelkie Dzięki dla naszych niezrównanych ochroniarzy, za ich poświęcenie, dzięki któremu uszliśmy w całości i z nienaruszonym sprzętem Jeszcze raz ogroomne podziękowania za domowe przyjęcie na ręce załogi BeKi i Leszka, który zapewnił DUANom nocleg w niezwykłym miejscu, w niezwykłym towarzystwie. To był naprawdę niezapomniany Św. Patryk
Nasz pierwszy całkowicie instrumentalny koncert, a zarazem debiut w Poznaniu. Dzięki za dotrzymanie nam towarzystwa, wspaniałą zabawę i głęboki ukłon w stronę Maskotki za jej błyskawiczne warsztaty taneczne. Szczególne podziękowania dla Michała Żaka, Marcina Szyszkowskiego i innych sesyjnych towarzyszy, z Searleit na czele, za przybycie i wspólną sesyjkę pokoncertową i dla naszych wspaniałych słuchaczy, którym późna pora nie straszna była i wytrwali do końca.
Koncert dla bywalców Restaracji "Spichlerz". Degustacja Beaujolais Nouveau AD 2005, wykwintna francuska kuchnia, arabskie tancerki brzucha, a do tego wszystkiego muzyka irlandzka. Karkołomne połączenie? Ależ skąd. Gorrąco polecamy!
Impreza zamknięta dla firmy TAL Aviation
W nietypowych oklicznościach (Dni Muzyki Dawnej) i w nietypowym miejscu (w kinie) odnotowaliśmy nasz zabrzański debiut. "Tak pięknie jak w kinie" śpiewa Maryla R. i rzeczywiście, musimy potwierdzić - ma to miejsce swój klimat. Zostaliśmy gorąco przyjęci, a recenzje, które zebraliśmy po koncercie bardzo nas podbudowały. Organizatorom dziękujemy dodatkowo za nasz pierwszy zespołowy Dyplom, przez który niektórym ze wzruszenia odebrało głos - na szczęście nie na długo. Obiecaliśmy że jeszcze do Zabrza wrócimy.
Kolejny koncert w gościnnej "Gawrze" i kolejny, tym razem bardziej oficjalnie zapowiedziany występ z wrocławskim zespołem "Ellorien". Dziewczyny zadbały nie tylko o wrażenia estetyczne, ale i o wzrost umiejętności tanecznych zgromadzonej publiczności, w tym paru członków naszego zespołu. Prawdziwą niespodziankę sprawił nam nasz wierny nieoficjalny lider baletu, Koyote, który przybył z daleka, przyciągając jeszcze rodzinę i znajomych. W prawdziwie domowej atmosferze poznaliśmy też wielu nowych znajomków z grodu nad Odrą. Do nastepnego razu! Będzie na pewno.
Dzień Twórczości Irlandzkiej organizowany przez Pub "Druid" w Rudzie Śląskiej zaskoczył nas wszystkich swoim rozmachem. Zagraliśmy w towarzystwie częstochowskich dudziarzy, zespołów Beltaine i Donegal i tanecznej kompanii z Glendalough. Prawdziwą niespodziankę sprawiły nam młodziutkie solistki z Salake, które spontanicznie dołączyły do nas na scenie, gdzie dały prawdziwy popis, zarażając publiczność energią i entuzjazmem. Z niecierpliwością czekamy na następne takie okazje.
Po raz kolejny Stary Port! Tym razem mało brakowało, a koncert ten stałby się pierwszym w 100% instrumentalnym. Na szczęście los nam sprzyjał i w ostatniej chwili okazało się, że możemy wystąpić w pełnym składzie, aczkolwiek w nieco nietypowej oprawie. Spowodowana chorobową słabością, lekko "pijana" konferansjerka świetnie wpasowała się w klimaty irlandzkle (nie dziwota) i błyskawicznie trafiła do rozbawionej kompanii. Były harce ciężkiego kalibru, znane już nam nie znoszące sprzeciwu wołania o bisy i publiczność, która własnymi gardłami pokonała pod koniec nasze nagłośnienie. Ogólnie, co tu dużo mówić, klimat genialny i przyjęcie wspaniałe. Do następnego razu!
Powrót do miejsca, gdzie rok wcześniej narodziła się idea założenia zespołu. Zareklamowani jako "festiwalowe maskotki" dzielnie zmagaliśmy się ze słońcem, które postanowiło nas na tę okoliczność nieco podsmażyć. To wspaniałe uczucie zagrać na festiwalowej scenie dla tak dużej, nieprzypadkowej publiczności, która na tę okoliczność zjechała się z najdalszych zakątków kraju. Była to również okazja do oficjalnego zainaugurowania współpracy z tancerzami z zespołu Glendalough, z którymi po raz pierwszy wystąpiliśmy na wspólnej scenie. Wspaniała atmosfera, nowe kontakty, sesyjki z zaprzyjaźnionymi muzykami... Po prostu Będzin. Do zobaczenia za rok!
Nasz pierwszy koncert na statku! Co prawda nie pływającym i kawałek od morza, ale ładny był, trzeba przyznać i z widokiem na kanał w urokliwym WPKiW w Chorzowie. Pomimo konkurencji atakującej nas dźwiękami z obu stron udało się utrzymać nasz przyczółek a i słuchacze też ani myśleli opuścić terenu "Wioski Rybackiej". Ostatecznie nasłane przez wspomnianą konkurencję komary przegoniły nas ze sceny po zapadnięciu zmroku. Nie daliśmy jednak za wygraną - część z nas została po koncercie w tym zacnym przybytku, aby popróbować tamtejszych specjałów.
Miało być plenerowo, ale iście irlandzka aura przegoniła nas do Domu Zdrojowego, a wraz z nami wielu śmiałków, którzy w strugach deszczu dotarli na miejsce i w podobnych warunkach wracali. Na szczęście nikt się nie rozpuścił a koncert generalnie przebiegał pod znakiem dzieci - najmłodsi członkowie publiczności liczyli sobie półtora roku, najstarszych o wiek nie pytaliśmy ;) Znajomym muzykom z zespołu Stonehenge dziękujemy za odwiedziny i wsparcie. Do następnego razu!
Nasz pierwszy koncert w nowym składzie. Pożegnaliśmy Gamiana, powitaliśmy nowego gitarzystę - Rafała. Debiut wypadł w gliwickim 4Art - jazzowym klubie, który na ten jeden wieczór przekształcił się w irlandzki pub. Wyszło to zupełnie naturalnie, gdyż jak się okazało, miłośnicy jazzu świetnie przyjmują muzykę irlandzką. Pomimo ograniczonej przestrzeni tańce też były, a jakże. Oprócz wspaniałej atmosfery, zapamiętaliśmy profesjonalne podejście, z jakim spotkaliśmy się ze strony Klubu. I za to wszystko jeszcze raz Wam Dzięę-kuu-jee-myy!
12. Jastrzębie-Zdrój, "Piwnica pod Jackiem" ( 7 lipca 2005 )
impreza zamknięta dla firmy ComputerLand SA
Zagraliśmy w bazie nurkowej "Gródek", po raz pierwszy dając naszym słuchaczom możliwość sprawdzenia jak nasza muzyka brzmi pod wodą. Sprawdzali prawie wszyscy, ale po wielokrotnych próbach w końcu i tak wracali na powierzchnię. Kandydatki do tytułu Nurkującej Miss musiały udowodnić, że do muzyki irlandzkiej świetnie tańczy się przy butli z tlenem, była piękna pogoda i piknikowa atmosfera. Dobrze się bawiliśmy.
Kolejne kultowe miejsce za nami! Koncert w Gospodzie 6 upłynął pod znakiem spontanicznych pląsów tancerzy, którzy odkrywali w sobie coraz to nowe pokłady inwencji i energii, nie poddając się do samego końca. Okazało się, że muzyka irlandzka jednoczy glany i baletki - i to się nam bardzo podoba! Tancerzom gratulujemy kondycji a Devilowi (Ambasadorowi Gospody) - głosu i charyzmy, których nie powstydziłby się sam Jurek Owsiak. Tradycyjna już sesyjka po zakończeniu częsci oficjalnej - niezapomniana, powtórka obiecana, jednym słowem: do zobaczenia w Gospodzie!
Czego mogliśmy się spodziewać po legendarnym Starym Porcie? Genialnej atmosfery, wspaniałej publiczności, mnóstwa znajomych, tańców, niezapomnianych wrażeń? Wszystko to otrzymaliśmy z nawiązką! Trudno było nam się rozstać z gościnnymi progami krakowskiej tawerny a i skandująca publiczność nie pozwoliła nam na zbyt szybki odwrót. Warto było się nie wyspać! Znajome wiedźmy odczyniły już uroki na poczet powtórki.
Odgrażaliśmy się po naszym debiucie na Szantach, że jeszcze do Wrocka wrócimy i słowa dotrzymaliśmy. Zarówno załoga jak i bywalcy Gawry zgotowali nam przyjacielskie przyjęcie i huczne pożegnanie. Niespodzianką wieczoru był występ niezmordowanych dziewczyn z zespołu Ellorien (mamy szczęście do tancerzy), które dały pokaz swoich możliwości jednocześnie nie pozwalając publiczności za długo usiedzieć w jednym miejscu. Powtórka nieunikniona.
Po raz kolejny nasz koncert w Katowicach przerodził się w ceili - prawdziwie irlandzką zabawę taneczną. Tym razem na wspólnym parkiecie spotkały się dwa zespoły i jedna solistka. Dorotka Czajkowska wraz z katowickim Glendalough i toruńskim Beltaine wspólnie stworzyli obsadę taneczną, której niejeden zespół mógłby nam pozazdrościć. Wspaniała atmosfera, przyjacielskie przyjęcie i luźne, sesyjne granie na zakończenie. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba?
Tym razem postanowiliśmy narobić trochę zamieszania pod gliwickim Ratuszem. Miejsce, które wcześniej chyba przez nikogo nie było kojarzone z muzyką irlandzką sprawdziło się doskonale. Publiczność dopisała, były tańce, hulanki, swawole i nowe znajomości. Zauważyliśmy też osoby, które przyszły na nasz koncert nie po raz pierwszy. Jakże miło!Po raz kolejny nasz koncert w Katowicach przerodził się w ceili - prawdziwie irlandzką zabawę taneczną. Tym razem na wspólnym parkiecie spotkały się dwa zespoły i jedna solistka. Dorotka Czajkowska wraz z katowickim Glendalough i toruńskim Beltaine wspólnie stworzyli obsadę taneczną, której niejeden zespół mógłby nam pozazdrościć. Wspaniała atmosfera, przyjacielskie przyjęcie i luźne, sesyjne granie na zakończenie. Czegóż więcej do szczęścia potrzeba?
W pewnym sensie podróż w czasie - paru z nas wróciło na scenę katowickiego Longmana po wielu, wielu latach. Niespodziewane wspomaganie irlandzkich tancerzy z zaprzyjaźnionego zespołu Glendalough uczyniły ten koncert naprawdę wyjątkowym i niezapomnianym, a my mieliśmy okazję sprawdzić się w trudnej sztuce grania do tańca.
Nasz pierwszy kameralny koncert bez prądu. Wspaniała publiczność stłoczona do maksimum utwierdziła nas w przekonaniu, że jest w okolicach dla kogo grać. Pomimo obaw o słyszalność instrumentów z tak zdyscyplinowanymi słuchaczami wszystko pięknie się udało. Dzięki za wspaniałe przyjęcie.
Nasz pierwszy kameralny koncert bez prądu. Wspaniała publiczność stłoczona do maksimum utwierdziła nas w przekonaniu, że jest w okolicach dla kogo grać. Pomimo obaw o słyszalność instrumentów z tak zdyscyplinowanymi słuchaczami wszystko pięknie się udało. Dzięki za wspaniałe przyjęcie.
Nasz pierwszy kameralny koncert bez prądu. Wspaniała publiczność stłoczona do maksimum utwierdziła nas w przekonaniu, że jest w okolicach dla kogo grać. Pomimo obaw o słyszalność instrumentów z tak zdyscyplinowanymi słuchaczami wszystko pięknie się udało. Dzięki za wspaniałe przyjęcie.